Każdy ma jakiegoś bzika, każdy jakieś hobby ma.

Pamiętacie ten przebój dziecięcych dyskotek sprzed prawie 30 lat?

Piosenka miała za zadanie promować posiadanie psów, kotów i innych zwierząt domowych.

Robiła to z doskonałym skutkiem – wielu dzisiejszych trzydziesto i czterdziestolatków z pewnością miało w dzieciństwie jakiegoś pupila.

Jednak artykuł ten nie będzie o zwierzętach, a o czymś zgoła innym.

Tytułowe zdanie z piosenki z lat osiemdziesiątych mogłoby służyć obecnie za motto producentów i dystrybutorów elektronicznych papierosów.

Otóż wydaje się, że producenci e-papierosów wychodzą z następującego założenia. Bardzo wiele osób ma jakieś przyzwyczajenia, codzienne rytuały czy mówiąc wprost – nałogi. Większe lub mniejsze.

Dla jednych będzie to lampka wina do obiadu, dla innych – hektolitry wypijanej kawy, a dla bardzo wielu– odprężający papieros, fajka lub inne niezdrowe przyjemności. Skoro tak ciężko rozstać się nałogiem, a ludzie zawsze w mniejszym lub większym stopniu będą od czegoś uzależnieni to sprawy,  by ich nałóg nie niszczył zdrowia.

Dlatego producenci e-liquidówwypuszczają w świat następujący komunikat: “każdy ma jakiegoś bzika, każdy jakieś hobby ma, więc Ty – w domu, przy kominku zapal e-papierosa”.

Oczywiście zdanie jest żartobliwe, ale bardzo dobrze ukazuje strategię koncernów produkujących różnego rodzaju “uprzyjemniacze życia”. Ty razem to nie tylko kwestia pozyskania dochodów z produkcji e-papierosów, ale także troska o zdrowie. Bo jeśli palacze nigdy nie zrezygnują ze swoich używek, to warto zminimalizować ryzyko zachorować związanych z nikotynizmem.

Elektroniczne papierosy nie są wymysłem obecnego wieku. Ich idea zrodziła się już w latach 60` ubiegłego stulecia.

Nad tę ideą pracowały wielkie koncerny tytoniowe, jak choćby Philip Morris. Motywacją było wynalezienie mniej szkodliwych wyrobów tytoniowych. Nie były to jednak czasy, kiedy nowe elektroniczne wynalazki święciły takie triumfy, jak dziś. Tradycyjne papierosy cieszyły się natomiast ogromnym powodzeniem. Bardzo chętnie stawały się przedmiotem reklam. Na szeroką skalę spotykane także w filmach. To wszystko sprawiało, że tytoniowy rynek kwitł, a nowe produkty nie zyskiwały oczekiwanego uznania. Z tego właśnie względu, pomysł elektronicznego papierosa na kilkadziesiąt lat został porzucony.

E-papierosy powróciły dopiero na początku obecnego wieku. Przyszły do nas z Chin. Wydaje się, że tamtejsi wynalazcy trafili w odpowiedni moment, ponieważ elektroniczne papierosy bardzo szybko zaczęły zdobywać uznanie europejskich konsumentów.

Zasada działania e-papierosa jest banalnie prosta, a ich użytkowanie nie wymaga specjalistycznej wiedzy. Urządzenie składa się z trzech podstawowych elementów, jakimi są: kartridż, atomizer oraz źródło zasilania. E-papieros nie spełniałby swej funkcji gdyby nie e-liquid, czyli płyn z nikotyną. E-liquidy dostępne są w różnych wersjach smakowych dla urozmaicenia doznań palaczy.

Czyżby e-papierosy miały zastąpić tradycyjne wyroby tytoniowe, które bez wątpienia są bardziej szkodliwe? Na obecnym etapie trudno to osądzić, lecz ich sprzedaż wciąż wzrasta.